W 100. rocznicę śmierci Debussy’ego

ANNA WOŹNIAKOWSKA

25 marca 1918 roku zmarł Claude Debussy. W bieżącym roku cały świat muzyczny czci 100. rocznicę tej śmierci. 12 i 13 stycznia Filharmonia Krakowska zaprezentowała koncertowe wykonanie opery Debussy’ego Peleas i Melizanda. To w powojennej historii głównej instytucji muzycznej Krakowa trzecie wykonanie obszernego dzieła. Po raz pierwszy po Peleasa i Melizandę sięgnął w 1962 roku Andrzej Markowski. Przed dwudziestoma pięcioma laty jej obszerne fragmenty poprowadził Jean-Paul Penin. Tym razem w piątek 12 stycznia na podium dyrygenckim stanął Gabriel Chmura.

Od lat repertuar koncertowy polskich filharmonii zdominowany jest przez krąg kompozytorów krajów niemieckojęzycznych. Znacznie rzadziej gości na naszych estradach muzyka francuska, co owocuje niestety powszechną nieznajomością francuskiej estetyki wykonawczej. Tym większe znaczenie wspomnianej prezentacji opery Debussy’ego, tym bardziej że Peleas i Melizanda to jedno z najtrudniejszych wykonawczo dzieł francuskiego mistrza. Opera, której prapremiera odbyła się w 1902 roku, napisana do libretta opracowanego przez kompozytora według dramatu Maeterlincka pod tym samym tytułem, nie przypomina innych dzieł scenicznych powstałych w tym samym czasie. Próżno szukać tu wpadających w ucho melodii czy wokalnych popisów. Nie ma też zwartej akcji. 12 obrazów składających się na 5 aktów opery pozwala wprawdzie odbiorcy zbudować sobie przebieg dramatu, ale dużo tu miejsca na domysł.

Trudność prezentacji Peleasa i Melizandy polega przede wszystkim na oddaniu specyficznego klimatu dzieła, na ewokowaniu atmosfery tajemniczości, zagrożenia, dramatu – wręcz grozy ale też ekstatycznych porywów miłosnych. A wszystko to jest jakby zawoalowane, niedopowiedziane, nierealne…  Potrzeba też wyśmienitych wykonawców partii wokalnych, które są niekończącymi się recytatywami, intymną rozmową bohaterów dramatu. I znów – śpiewacy muszą znaleźć całą paletę środków ekspresyjnych by głosem scharakteryzować prezentowną postać i jej przeżycia wewnętrzne. W styczniowej krakowskiej prezentacji wykonawcy partii solowych okazali się wyśmienici, a słuchaliśmy Olgi Pasiecznik jako Melizandy, argentyńskiego barytona Armanda Noguery – Peleasa, Mariusza Godlewskiego – w partii Golaud, Olgi Maroszek, – ich matki Genowefy,  Remigiusza Łukomskiego – króla Arkela, Anniki Mikołajko – synka Golauda Yniolda, Andrzeja Ogórkiewicza – Doktora. Armando Noguera władający jasnym barytonem o pięknej barwie wspaniale oddał uczucie Peleasa do Melizandy – od pełnego szacunku przynależnego żonie starszego brata, poprzez rodzącą się miłość, po wybuch uczucia w ostatniej scenie IV aktu. Olga Pasiecznik ukazała złożoność postaci Melizandy – wielkiej niewinności, jak nazywa ją król Arkel, kruchej, tajemniczej istoty, jaką pokochał Golaud i kłamliwej kusicielki prowokującej nieszczęście. Prawdziwą kreację muzyczną i psychologiczną stworzył Mariusz Godlewski, prowadząc swego bohatera od spokojnej i zrównoważonej postawy rycerza do piekła zazdrości i nienawiści.

Gabriel Chmura umiejętnie uchwycił ten specyficzny klimat Peleasa i Melizandy. Orkiestra pod jego batutą mieniła się całym wachlarzem barw, urzekała kolorami. Starannie i niespiesznie budowane napięcia, wybornie podkreślona opozycja jasności, blasku słońca, których pragną tytułowi bohaterowie, i mroku jakim spowity jest dwór króla Arkela, działały na słuchaczy niemal hipnotycznie, wciągały ich w nasycony symbolami, nierealny, a  przecież tak bliski każdemu świat uczuć. Ten koncert z pewnością pozostanie w pamięci melomanów. Był szczytowym osiągnięciem tej części bieżącego sezonu artystycznego Filharmonii Krakowskiej.

 

Peleas i Melizanda
Muzyka: Claude Debussy
Libretto: Maurice Maeterlinck, Claude Debussy
Dyrygent: Gabriel Chmura
Soliści: Armando Noguera, Olga Pasiecznik, Mariusz Godlewski, Olga Maroszek, Remigiusz Łukomski, Annika Mikołajko, Andrzej Ogórkiewicz
Orkiestra: Orkiestra Filharmonii im. Karola Szymanowskiego w Krakowie
Chór: Chór Filharmonii im. Karola Szymanowskiego w Krakowie
Filharmonia im. Karola Szymanowskiego w Krakowie, 12.01.2018