Tradycyjnie w Krakowie, czyli „Don Pasquale” według Jerzego Stuhra

PAULINA KSIĄŻEK

Dlaczego zdecydowałem się zrealizować spektakl operowy? Z całą pewnością była to tęsknota za teatrem,  który kocham, z którego wyrosłem, a którego coraz bardziej mi brakuje jako reżyserowi, aktorowi i widzowi przede wszystkim.

Tak w książce programowej Jerzy Stuhr mówi o powodach, dla których podjął wyzwanie, jakim była reżyseria opery Gaetana Donizettiego Don Pasquale. Produkcja ta po raz pierwszy została zaprezentowana krakowskiej publiczności 2 grudnia 2016 roku, a 3 czerwca tego roku otworzyła 22. już Letni Festiwal Opery Krakowskiej.

Przedstawienie to wpisuje się w ideę teatru, w którym na scenie zamiast projekcji mamy prawdziwą scenografię imitującą rzeczywiste miejsca czy rzeczy, a śpiewacy realizują prawdziwe zadania aktorskie. Dzięki temu oglądaliśmy inscenizację eklektyczną wizualnie i przerysowaną aktorsko, jednak w całokształcie bardzo spójną.

Całość przedstawienia została umieszczona w konwencji historycznej, w której elementy… zupełnie do siebie nie pasowały. Odpowiedzialna za kostiumy Maria Balcerek postanowiła jeszcze mocniej zaznaczyć komizm obecny w muzyce, ubierając śpiewaków w stroje z różnych czasów: od dwudziestolecia międzywojennego aż po klasyczne kostiumy z epoki. Bohatera tytułowego wystroiła w pończochy, bufiaste spodnie z orientalnymi motywami i wysoką rudą perukę rodem z baroku. Celnie podkreślone zostały ekscentryczność i specyficzny gust Don Pasquale, jak również znaczna różnica wieku między nim a resztą bohaterów.

Dopełnia to wykreowaną przez Grzegorza Szostaka postać Don Pasquale, w zasadzie dumną i upartą, ale jednocześnie zdradzającą wiele nieporadności i niezrozumienia dla kobiecych fanaberii. Wszystkie szczegóły uwzględnione w grze aktorskiej dało się również odnaleźć w prezentacjach wokalnych. Duety z Ernestem (Andrzej Lampert) były mocne i stanowcze, podczas gdy w starciach z Noriną (Paula Maciołek) pojawiały się adekwatne do sytuacji niepewność i zagubienie. Na szczególną pochwałę zasługuje duet Cheti, cheti Don Pasquale i Malatesty (Stanisław Kuflyuk), który obaj panowie zaprezentowali niezwykle lekko, dowcipnie i z nienaganną dykcją pomimo konieczności bardzo szybkiego wypowiadania tekstu. Nic więc dziwnego, że zachwycona publiczność doprosiła się bisu.

Trzy tygodnie wcześniej Stanisław Kufluyk wykonywał partię hrabiego Almavivy, ofiary kobiecych knowań;  tym razem śpiewak wypadł równie przekonująco w odmiennej roli– jako współspiskowiec i inicjator podstępnego teatrzyku. Już w pierwszym duecie Malatesty i Noriny Pronta io son dało się zauważyć łączącą ich nić porozumienia oraz chęć utarcia nosa staruszkowi. Przy tym wszystkim oboje dali pełen wigoru popis umiejętności wokalnych.

Równie ciekawą kreację co pozostałe stworzył Andrzej Lampert. Jako zakochany i naiwny Ernesto wyśpiewywał swoją partię głosem jasnym i pełnym liryzmu. Wydobył z niej sporo niuansów, co uczyniło jego interpretację jeszcze bardziej interesującą muzycznie. Zaznaczyć też trzeba, że jako jedyny zdołał przebić się przez orkiestrowe forte.

A w niektórych momentach naprawdę trzeba było walczyć. Zespół prowadzony przez Tomasza Tokarczyka pokazał, że dysponuje bardzo szeroką paletą brzmień, drobniejsze wartości rytmiczne gra z blaskiem, piano bardzo subtelnie, za to forte potężnie i majestatycznie. Czasem trzeba było zgadywać, że śpiewacy wydają dźwięki, na podstawie ruchu ich warg – może to po części wina akustyki sali. Wyglądało jednak na to, że dyrygent też nie zadbał o to, by było ich słychać. A w tego rodzaju rywalizacji – głos kontra orkiestra – z góry znamy przegranych.

Jeśli chodzi o inscenizację, propozycja Jerzego Stuhra mile zaskakuje. Humor i finezja, które mogliśmy zaobserwować zarówno w grze aktorskiej, jak i w warstwie muzycznej połączone z eklektyczną scenografią i takimiż kostiumami sprawiły, że bez wahania przyjęłam zaproszenie do wspólnej wędrówki przez perypetie miłosne (i nie tylko) bohaterów Don Pasquale Gaetana Donizettiego. Dbałość o to, by śpiewacy pamiętali, że nie tylko każdy krok czy gest, ale i każdy wyraz twarzy mają swoje znaczenie, zaowocowała spektaklem poruszającym, pełnym wdzięku i humoru. Skwitować to można słowami reżysera: „Odnalazłem tutaj w krakowskiej Operze mój teatr: wielkiej inscenizacji, wspaniałej muzyki […]. To teatr mojej młodości! Zobaczyłem i przekonałem się, że te wartości teatru totalnego są w świecie opery doceniane i kultywowane. Jeśli publiczność mą przygodę z operą zaakceptuje, chciałbym ją kontynuować.”

 

Don Pasquale
muzyka: Gaetano Donizetti
libretto: Giovanni Ruffini
reżyseria: Jerzy Stuhr
kierownictwo muzyczne: Tomasz Tokarczyk
scenografia: Alicja Kokosińska
kostiumy: Maria Balcerek
soliści: Grzegorz Szostak, Stanisław Kuflyuk, Andrzej Lampert, Paula Maciołek, Jerzy Stuhr, Agnieszka Czekaj-Janicka, Jan Migała, Piotr Boronowicz, Łukasz Zakrzewski, Jarosław Dijuk, Wiesław Popiołek, Lidia Pirowska,  Agata Gondek-Klimek, Jolanta Leśniak
trio muzyczne: Żaneta Seweryn, Patryk Bała, Marcin Herman
Chór i Orkiestra Opery Krakowskiej
Opera Krakowska, 02.06.2018