Kochane kłopoty i minimalistyczny kapelusz

MATEUSZ BORKOWSKI

Tegoroczną edycję festiwalu Opera Rara zapamiętam paradoksalnie za sprawą udanych recitali. W styczniu mistrzowską formę pokazali angielski baryton Christopher Maltman, który wystąpił z recitalem pieśni wojennych The Soldier – from Severn to Somme, a następnie szwedzka kontralcistka Anna Larsson, której recital pokazywał różne, czasem te bardziej ciemne oblicza miłości. W lutym publiczność zachwyciła młoda i przepełniona energią mezzosopranistka Natalia Kawałek, znana ze scen Theater an der Wien, Kammeroper Wien, Glyndebourne Festival czy Opery Narodowej w Warszawie. O ile w przypadku Maltmana i Larsson mieliśmy do czynienia z uznanymi gwiazdami i wytrawnymi interpretatorami, to w przypadku Kawałek słuchaliśmy artystki, która swoją karierę z powodzeniem, ale dopiero rozwija, mając już, co ważne, grono oddanych fanów. Artystkę pamiętam doskonale z udziału w ubiegłorocznej inscenizacji wileńskiej wersji Halki na festiwalu Opera Rara. Za rekomendację niech wystarczy to, że jej występ był najjaśniejszym punktem przedstawienia wyreżyserowanego przez Cezarego Tomaszewskiego. Tym razem śpiewaczka postanowiła zmierzyć się właśnie z formą recitalu, który nazwała wdzięcznie i trochę przewrotnie – Zakochana w kłopotach. I na wstępie muszę przyznać, że nie był to klasycznie rozumiany recital pieśniarski, ale przemyślany w najdrobniejszych szczegółach spektakl z własną dramaturgią, w którym historie miłosne dopowiadały również stroje i rekwizyty.

Na uwagę zasługuje już sam dobór repertuaru. W pierwszej części usłyszeliśmy utrzymane w stylistyce neoklasycznej Sześć pieśni miłosnych czeskiego kompozytora Petra Ebena, a następnie niezwykle dowcipne Cabaret Songs Benjamina Brittena do tekstów W. H. Audena, będących wynikiem inspiracji nocnym życiem berlińskich kabaretów z lat 30. XX wieku. I właśnie interpretacje Brittena najbardziej przypadły mi do gustu, eksponując odpowiednio za pomocą jasnego mezzosopranu kolor i charakter tej muzyki. Po przerwie wybór padł na nieśmiertelne songi Kurta Weilla, m.in. Bilbao Song, Surabaya Johnny i Youkali. I choć Kawałek była w nich świetna aktorsko, to doceniając starania, uważam, że kabaretowa stylistyka Weilla i Brechta zupełnie do niej nie pasowała. Wszystko za sprawą nieodpowiedniej barwy i mimo wszystko zbyt operowej emisji. Uwielbiam Weilla, ale wolę go zdecydowanie w wykonaniu choćby Ute Lemper. Rozumiem jednak, że takie posunięcie miało na celu zaprezentowanie szerokiej palety możliwości, jakimi dysponuje W całości za to kupuję interpretacje kabaretowych, quasi-musicalowych piosenek autorstwa amerykańskiego kompozytora Williama Bolcoma, m.in. Toothbrush Time, George, Song of Black Max czy brawurowo wykonane Amor. Trzeba podkreślić, że dobrym i czujnym partnerem artystki w tym muzycznym kabarecie był znany ze świetnego akompaniamentu pianista Marcin Kozieł. Będąc uczestnikami tego zróżnicowanego stylistycznie wokalnego kabaretu mogliśmy obserwować jak Natalia Kawałek radzi sobie z rozmaitymi wokalnymi i aktorskimi „kłopotami”. A radziła sobie znakomicie. Nic więc dziwnego, że nie obyło się oczywiście bez bisów. W końcu, co tu dużo kryć, Natalia Kawałek posiada nie tylko spory „kawałek” głosu, ale również charyzmę, wigor, wdzięk i naturalny talent aktorski. I choć sama barwa jej głosu nie należy do moich ulubionych, to przyznam, że dawno nie czułem się po „klasycznym” recitalu naładowany tak pozytywną energią.

Zupełnie inne przeżycia przyniosła przygotowana specjalnie na festiwal inscenizacja minimalistycznej opery The Man Who Mistook His Wife for a Hat (Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem) Michaela Nymana, którą można było obejrzeć w Sali Teatralnej Centrum Kongresowego ICE Kraków. Dość dziwaczne libretto tej jednoaktowej opery oparte jest na książce słynnego neurobiologa Olivera Sachsa i dotyczy przypadku agnozji wzrokowej. Dotknięty nią Doktor P. – znany śpiewak i pedagog, nie rozpoznaje przedmiotów, twarzy, a pewnego razu mężczyzna myli nawet głowę swej żony z kapeluszem, który chciał założyć. W tym szaleństwie zbawienna okazuje się być sama muzyka. To dzięki niej, z pomocą oddanej żony, pacjentowi udaje się wykonywać codzienne czynności i rytuały. Spektakl wyreżyserował Niemiec Kristof Spiewok, który miał już okazję wystawić to dzieło w Nationaltheater w Mannheim. Minimalistyczną scenografię (surowe wnętrze nowojorskiego apartamentu) oraz estetyczne i proste w formie kostiumy stworzyła Elisabeth Schiller – Witzmann. O naszym bohaterze opowiada narrator – neurolog, w którego wcielił się sprawny tenor Stanley Jackson. Znakomicie w roli pacjenta-śpiewaka wypadł nasz najlepszy obecnie specjalista od Wagnerowskich ról – bas-baryton Tomasz Konieczny, który swoim mocnym głosem przekonywał nas, że to nie on zatracił zdolność postrzegania świata, to raczej z nami i ze światem jest coś nie tak. Dobrą partnerką dla Polaka w roli jego żony okazała się amerykańska sopranistka Marisol Montalvo, która zachowała odpowiednią dyscyplinę w głosie i emocjach, przez co jej występ był przekonujący i wpisywał się dobrze w stylistykę minimal music. W tej konwencji idealnie odnalazła się również Sinfonietta Cracovia kierowana przez Jurka Dybała.

Tak oto ten „amerykański”, tak pod względem muzycznym, jak i wizualnym wieczór z muzyką brytyjskiego kompozytora pokazał inne oblicze współczesnej opery – zamkniętej w przystępną i lapidarną formie. Udowodnił też po raz kolejny – patrząc na historię naszego bohatera – że muzyka potrafi jeśli nie uleczyć, to przynajmniej złagodzić skutki choroby.

 

 

Festiwal Opera Rara 18.01-13.02.2018

Zakochana w kłopotach
mezzosopran: Natalia Kawałek
fortepian: Marcin Kozieł
Filharmonia im. Karola Szymanowskiego w Krakowie, 06.02.2018

The Man Who Mistook His Wife for a Hat
muzyka: Michael Nyman
libretto: kompozytor na podstawie książki Olivera Sachsa
reżyseria: Kristof Spiewok
scenografia i kostiumy: Elisabeth Schiller-Witzmann
dyrygent: Jurek Dybał
soliści: Tomasz Konieczny, Marisol Montalvo, Stanley Jackson
zespół: Sinfonietta Cracovia
Centrum Kongresowe ICE Kraków, 07.02.2018